Janosik pomaga mi unikać zbójów przydrożnych
Jeżdżę ostrożnie i wolno. Ba, nawet przepisowo, szczególnie w mieście. Wbrew pozorom da się, kwestia przyzwyczajenia. W pewnym momencie człowiek dorasta i zdaje sobie sprawę, że pośpiech się nie opłaca i to w różnych kontekstach. Do pracy jadę przepisowo 10 minut, a jak się bardzo spieszę to 8-9. Jako, że najczęściej jeżdżę do pracy (tak, to smutne), te obliczenia skłoniły mnie do przemyśleń i zmiany stylu jazdy. Tym bardziej, że w połowie przypadków po dordze mijam straż miejską z fotoradarem (w końcu jadę odcinkiem nowej 2-pasmowej drogi, z ograniczeniem prędkości). Często też zaczaja się jakiś patrol w którymś z innych miejsc. Co tu dużo pisać - prawie każdy wie, jak to wygląda.
Rząd zaplanował na ten rok w budżecie wpływy z mandatów na poziomie miliarda dwustu milionów złotych (1200000000 PLN) i aby go zrealizować kupuje masę nowych fotoradarów. Na pewno też będzie się można spodziewać w związku z tym wzmożonej aktywności panów z suszarkami w dochodowych miejscach (tak, tak, niebezpiecznych, bo przecież o nasze bezpieczeństwo chodzi). A pewnie i gminy przy pomocy swoich służb będą chciały podratować trochę budżety, tym bardziej, że minister Rostowski zapowiedział, że zadłużanie bez pamięci musi się skończyć.
