Gadzety

Alternatywa dla powerbanku

Od jakiegoś czasu rośnie popularność zapasowych/awaryjnych źródeł zasilania dla naszych telefonów i innych gadżetów. Kiedyś sytuacja była prosta - bateria w telefonie starczała na tydzień bądź dwa tygodnie użytkowania, a jak ktoś miał naprawdę duże wymagania to kupował sobie zapasowy akumulator, który w razie potrzeby wymieniał w telefonie. Pewnie mało kto już pamięta tamte czasy. Potem telefony zaczęły robić się coraz mniejsze, podobnie jak baterie, a użytkownicy przyzwyczaili się do częstszego ładowania swoich gadżetów. Gdy już doszliśmy do etapu miniaturyzacji, przy którym użytkowanie aparatu stawało się niewygodne ze względu na zbyt mały rozmiar i możliwość łatwego zgubienia, trend się odwrócił. Pojawiły się smartfony, które zaczęły rosnąć do rozmiarów, które części osób kojarzą się z początkami ery GSM w Polsce w połowie lat 90. poprzedniego wieku. Czas pracy na jednym ładowaniu jednak nie wrócił do “starych, dobrych czasów”. Duże, jasne ekrany, wymagania wydajnościowe i funkcjonalne sprawiają, że mimo pewnego rozwoju w branży akumulatorów, czas pracy smartfonów na jednym ładowaniu zwykle nie jest imponujący. Bywają oczywiście wyjątki, natomiast 2 dni od odłączenia ładowarki do ponownego podłączenia do gniazdka elektrycznego nie jest złym wynikiem.

Powerbank na akumulatory 18650

Uszkodzony port zasilania w Rikomagic mk802 iiis

Od jakiegoś czasu mam podłączony do kina domowego i telewizora mały komputerek z Androidem. Świetnie się sprawdza w parze ze Spotify. Niestety dzisiaj uszkodziłem w nim port zasilający (micro USB). Gniazdka przy mojej precyzji nie jestem w stanie wlutować ponownie do płytki. Swoją drogą to średnie rozwiązanie, biorąc pod uwagę, że urządzenie nie jest wyposażone we włącznik (trzeba więc czasem wyjąć wtyczkę zasilania i włożyć ją ponownie).

Zasilania nie da się podłączyć przez drugi port micro USB (OTG). Da się natomiast to zrobić przez jedyny pełnowymiarowy port USB. Oczywiście potrzebny jest odpowiedni kabel do zasilania i tracimy przez to jedeno z gniazd. Nadal możemy jednak używać portu oznaczonego jako OTG, więc nie jest źle.

Edimax BR-6258n - router jak pudełko zapałek

Taki tani? Niestety jeszcze nie, ale taki mały. Zastanawiacie się, po co komu taki gadżet? Można go zabrać ze sobą w podróż, podłączyć w hotelu do sieci przewodowej i mieć wifi. Albo podłączyć do wifi i mieć sieć przewodową. Oczywiście, można, ale to trochę naciągane. Zastosowania jednak są a samo urządzenie ma kilka istotnych zalet.

Edimax BR-6258n wielkości pudełka zapałek

Mój pierwszy "shield" do Arduino

Arduino to bardzo fajna zabawka. Świetnie wspomaga naukę podstaw współczesnej elektroniki. W budowaniu własnych układów szczególnie pomocna jest płytka stykowa . Dzięki niej można szybko i wygodnie tworzyć prototypowe urządzenia bez lutowania. Wtykamy tylko kabelki i elementy na płytkę, podłączamy do Arduino i już działa. Bardzo dobrze testuje się w ten sposób działanie różnych elementów elektronicznych oraz sprawdza, czy wymyślone koncepcje układów będą działać.

Tylko, że płytka stykowa nijak nie daje się użyć przy gotowym układzie - elementy można z niej wyszarpnąć, całość zajmuje dużo miejsca, same wady. Oczywiście, można powiedzieć, że Arduino do tego nie służy, że na gotowo można zbudować własny układ na mikrokontrolerze. Ale nie trzeba, bo Arduino nadaje się do gotowego układu, o ile ma elegancką powłokę (shield). Tylko, że amatorsko ciężko taką zrobić - trzeba zaprojektować i przygotować (lub zamówić) płytkę drukowaną, a potem polutować elementy (co w porównaniu z przygotowaniem płytki jest banalne). Czy aby na pewno trzeba?

Arduino w służbie inteligentnego domu - koncepcja

Minęło już trochę czasu odkąd testuję Arduino Uno R3 , więc pewnie pora zbudować koncepcję rozbudowy mojej niskobużetowej, amatorskiej instalacji inteligentnego domu , o której pisałem wcześniej. Chciałbym dołożyć dodatkowe funkcjonalności, a przy okazji pozbyć się jednej z kart przekaźnikowych na rzecz Arduino (skoro już jest, nie ma potrzeby mnożyć bytów). Nie chcę oczywiście odcinać się od routerów z OpenWRT i tego, co już osiągnąłem. Pora podsumować cały projekt, stan obecny i wizję przyszłości.

Stan obecny

Na początek małe podsumowanie (w skrócie) tego, jak system wygląda bez Arduino. Centralnym urządzeniem w środowisku automatyki domowej jest router TPlink TL-WR1043ND z zainstalowanym systemem OpenWRT. Dostarcza on Internet (sieć w ogólności) przewodowo do różnych punktów w domu i bezprzewodowo. Zlokalizowany jest w garażu, skąd rozchodzi się gwiaździście okablowanie do dużej części pomieszczeń w domu. Do routera podłączony jest dysk USB, który w przeszłości był źródłem dla odtwarzacza multimediów podłączonego do telewizora w salonie. W tej chwili z tej funkcji router został odciążony przez Iomega iConnect , stanowiący centrum składowania i serwowania danych. Do routera podłączona jest za to magistrala one-wire i kilkanaście termometrów w całym domu (w tym wiele w kotłowni do monitorowania kotła). Router gromadzi dane, rysuje wykresy i je udostępnia. Analizuje też temperatury z kotłowni i powiadamia smsem o różnych zdarzeniach, np. wygaśnięciu pieca. Router otwiera też bramę wjazdową, co opisywałem ostatnio i steruje ogrzewaniem (przełącza kocioł na ekogroszek w coś w rodzaju trybu bardzo oszczędnego).

Zdalne sterowanie urządzeniami elektrycznymi

Jakiś czas temu pisałem o szybkim wykonaniu sterownia bramą . Ponieważ patent się sprawdził, postanowiłem pójść nieco dalej i zrobić zdalne sterowanie urządzeniami elektrycznymi. Mając sprawdzoną kartę przekaźnikową nie jest to problem. Wystarczy do jednego z przekaźników podłączyć napięcie 230V i przeciągnąć kabel do gniazka, które ma być sterowane z routera lub komputera. Problem polega jedynie na tym, że trzeba przeciągać kable, a do tego jest to rozwiązanie mało mobilne. Tak się jednak złożyło, że w jednym z dyskontów (w Biedronce konkretnie) pojawiły się zdalnie sterowane gniazka (w niewygórowanej cenie 30 zł za 3 gniazdka z pilotem).

Puzzle na bloga, na przykładzie Blogspot.com

Każdemu blogerowi, prędzej czy później, choćby blog początkowo był pisany wyłącznie dla siebie, zaczyna zależeć na odwiedzinach Internautów. Oczywiście ciekawa treść najlepiej przyciąga odwiedzających. Co jednak zrobić, gdy chcemy, żeby nasz blog oferował coś jeszcze? Możemy sobie wyobrazić, że gra online oferowana na blogu sprawi, że Internauci będą chętniej do nas wracać i spędzać na naszym blogu więcej czasu. Przy okazji mamy większą szansę, że natkną się na nowy, ciekawy wpis. Dobrym dodatkiem na bloga będą więc puzzle online.